Kazanie na Górze

ks. Andrzej Siemieniewski

HOMILIA
30 stycznia 2005

Kazanie na Górze

Niektórzy nie dowierzają i ze zdumieniem patrzą się na Księgę, którą przed chwilą zamknąłem, i słusznie. Napisano bowiem w Ewangelii, że gdy Jezus dokończył tych mów, to ludzie ze zdumieniem przysłuchiwali się temu, co właśnie powiedział.

1. Obraz wspinaczki

Słowa Ewangelii są zdumiewające. A słowa Kazania na Górze są zdumiewające jeszcze bardziej. A w Kazaniu na Górze szczególnie dziwnych jest Osiem Błogosławieństw. Dlaczego? Najpierw pewne wspomnienie. Dwa lata temu wchodziłem na Zawrat od strony Hali Gąsienicowej. Gdy popatrzy się z Hali Gąsienicowej na Zawrat, z daleka widać na początku tylko niedostępną skałę. Piętrzą się niedostępne kamienie i wydaje się, że będzie absolutnie niemożliwe dostać się tam na górę. Ale na tle nieba widać wysoko małe sylwetki ludzi, więc chyba jakoś tam weszli. A potem idzie się i odkrywa się, że ktoś przygotował ścieżkę: ktoś namalował na kamieniu to tu, to tam znaki, które pozwalają odkryć łatwiejsze sposoby poruszania się. W miejscach, które dla mnie byłyby zupełnie niedostępne, ktoś wykuł schodki w skale. Tam, gdzie mój lęk wysokości absolutnie by mnie zablokował i zatrzymał, ktoś zawiesił łańcuchy. A tam, gdzie bym sobie już całkiem nie dał rady, ktoś wbił klamry. Ktoś uprzedził moją słabość. Ktoś pomyślał, jak takiemu słabemu człowiekowi jak ja umożliwić wejście na niedostępny szczyt. Owszem, to mnie nie zwolniło z wysiłku. Zasapany i zmęczony dotarłem na górę. To mnie nie zwolniło z wysiłku, ale umożliwiło mi piękną drogę i piękną wędrówkę.

To wspomnienie towarzyszyło mi, kiedy czytałem na nowo Kazanie na Górze i Osiem Błogosławieństw. Nie tylko wędrówka na Zawrat z Hali Gąsienicowej nazywa się drogą, ale drogą nazywa się także chrześcijaństwo. Tak czytamy w Dziejach Apostolskich, że „Szaweł poprosił o listy, aby mógł uwięzić zwolenników tej drogi” (Dz 9,1-2). Nie zwolenników tego poglądu, tej idei, czy tego pomysłu, ale zwolenników tej drogi.

Droga chrześcijańskiego życia jest piękna i trudna. I tą drogą jest Kazanie na Górze. Tak jest napisana Ewangelia według Świętego Mateusza: zaczyna się od ukazania drogi w Kazaniu na Górze, a kończy się przypomnieniem, jakich pomocy Pan Bóg udziela, aby na trudny i niedostępny szczyt wejść: „Idźcie i głoście kerygmat wszystkim narodom”, a potem udzielcie im pomocy, żeby mogli to wykonywać: „chrzcijcie”. Gdy już będą mieli łaskę, to będą mieli i schodki, i łańcuchy, i klamry. I wtedy: „Uczcie ich zachowywać wszystkiego, co wam przykazałem”.

Pan Bóg w ten właśnie sposób wykuwa nam schodki w drodze na szczyt: dał nam chrzest, dał nam Kościół.

Pan Bóg w ten sposób rozwiesił łańcuchy w takich miejscach, gdzie stanęlibyśmy i ani kroku dalej. Wtedy pojawia się wspólnota. Wtedy pojawiają się życzliwi ludzie. Pojawia się przykład brata, siostry.

Pan Bóg też w takich miejscach, które byłyby absolutnie nie do pokonania, przewidział to i przygotował klamry, po których będę mógł się wspinać: natchnienie, wewnętrzne pomoce, umocnienia, pociechy.

To wszystko nie zwalnia z wysiłku: droga przez to nie staje się łatwa – dalej jest trudna i męcząca – ona się przez to staje możliwa. Bez schodków, łańcuchów i klamr jest niemożliwa, natomiast z nimi jest możliwa, choć trudna. Tak też wygląda chrześcijaństwo: bez Bożej pomocy – i tej wewnętrznej, od strony serca, i tej, która do nas dociera przez chrzest, Eucharystię, Kościół, wspólnotę – bez takich pomocy jest po prostu niemożliwe.

Jeśli czasami usłyszymy od kogoś, że chrześcijańskie życie jest łatwe, to od takiego człowieka uciekajmy, bo to jest nieprawda. Jeżeli będziemy już na wyższym poziomie życia duchowego, to nie uciekajmy, tylko z nim rozmawiajmy i przekonajmy go, że się myli, że życie chrześcijańskie jest trudne i będzie od nas wymagało przynajmniej tyle wysiłku, co wspinaczka na Zawrat.

2. Spojrzenie na piękno drogi

Kiedy się stoi na Hali Gąsienicowej i patrzy na Zawrat – to jest piękny widok. Niedostępne skały, ale piękne! A teraz spójrzmy na piękno drogi chrześcijańskiej. Zajrzałem do homilii, które na temat Kazania na Górze w Ewangelii św. Mateusza wygłosił św. Jan Chryzostom. Owe homilie wygłosił on w Antiochii (to jest dzisiaj w Syrii), w roku 390, czyli bardzo dawno temu...

a. Kazanie na Górze

W roku 390 w Antiochii św. Jan Chryzostom powiedział, że Chrystus, wygłaszając Osiem Błogosławieństw, „położył fundament nowej wspólnoty” (HomMt XV, s. 173n). Jeśli się pytamy, co jest fundamentem Kościoła i tej malutkiej cząstki Kościoła, jaką tu jesteśmy we wspólnocie, to fundamentem tym jest droga, a drogą jest Kazanie na Górze.

Jezus „kładzie fundament nowej wspólnoty”. Jan Chryzostom pisze tak: „Cóż może być bardziej niezwykłego nad te wskazania, w których rzeczą pożądaną [Jezus] nazywa to, czego inni unikają: znoszenie ubóstwa, smutek, prześladowania, zniewagi”. I dodał: „«Zdumiewały się tłumy», słysząc nakazy ciężkie, przykre i przeciwne zwykłym wyobrażeniom ludzi. Tak wielka była moc mówiącego” (HomMt XV, s. 173n).

Dlatego ostrzegałem, że kiedy będziemy czytać Ewangelię, to będzie dziwne i zdumiewające. Ostrzegałem, że powinniśmy czuć się wytrąceni z równowagi, tak jak słuchacze dwa tysiące lat temu na górze w Galilei, tak samo jak słuchacze w 390 roku w Antiochii: „«zdumiewały się tłumy», słysząc nakazy ciężkie, przykre i przeciwne zwykłym wyobrażeniom ludzi” – ale uwaga! – „Tak wielka była moc mówiącego”. Jezus, ukazując drogę trudną, niezwykłą i niemożliwą, udziela mocy. Droga jest przygotowana przez Jego łaskę.

b. „Błogosławieni ubodzy w duchu”, czyli pokorni

A teraz rzut oka na kilka miejsc chrześcijańskiej drogi, czyli kilka błogosławieństw. Najpierw, czego uczył Jan Chryzostom na temat pierwszego błogosławieństwa: „Błogosławieni ubodzy w duchu”.

Warto pamiętać, że Jan Chryzostom, podobnie jak wszyscy wielcy Ojcowie Kościoła z tych obszarów chrześcijaństwa, mówił po grecku. Dla niego to był codzienny język, dlatego Ewangelia napisana po grecku była dla niego tekstem pisanym w jego języku. I właśnie z tego powodu mieli zupełnie niezwykłe zrozumienie tych tekstów.

I pisze Jan Chryzostom tak na temat błogosławieństwa „ubodzy w duchu”: mówi, że chodzi tu o pokorę. Pokora to jedno z takich słów, których rzadko używamy. To nie jest słowo, z którego istnienia czulibyśmy się szczęśliwi.

„Największe zło, które zgubiło cały świat, pochodziło z pychy; także diabeł, który nie zawsze nim był – diabeł nie zawsze był diabłem, był kiedyś aniołem – stał się diabłem z powodu pychy”.

„Błogosławieni ubodzy w duchu” – to błogosławieni pokorni, ci, którzy unikają pychy i z pychy się leczą. Na tym polega to błogosławieństwo. Jan Chryzostom przypomniał w swojej homilii pewne zdanie u św. Pawła: „Nie świeżo ochrzczony – ażeby wbiwszy się w pychę , nie wpadł w diabelskie potępienie” (1 Tm 3,6). O co chodziło Apostołowi? Że nie tylko diabłu grozi pycha i nie tylko tym, którzy świadomie służą diabłu; pycha grozi także uczniom Jezusa. Paweł przypomniał, że szczególnie grozi tym, którzy niedawno przeżyli łaski Pana Jezusa: nie świeżo ochrzczony [ma zostać wyróżniony], bo wbiwszy się w pychę, mógłby wpaść w diabelskie potępienie.

Jan Chryzostom mówi nawet o Apostołach. Nawet o nich! I to mówi nie na początku drogi, bo na początku byli pokorni. Na początku, to − pamiętamy − Piotr mówi: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. Na początku byli pokorni. Ale później: „Nawet Apostołowie, po znakach i cudach i wielce ufni w Bogu” – właśnie wtedy – „mogli potrzebować tej przestrogi”.

To błogosławieństwo do nas odnosi się w tym gronie szczególnie wtedy, jeśli dotykają nas Boże błogosławieństwa, dary, jeśli Pan Bóg w nas potężnie działa. Dlaczego? Bo po takim doświadczeniu grozi diabelskie pokuszenie. Nowy Testament, św. Paweł tak uczy: „nie świeżo ochrzczony”, niech pilnie zwraca na siebie uwagę, nie taki powinien zajmować najważniejsze miejsca, „aby wbiwszy się w pychę, nie wpadł w diabelskie potępienie”.

c. „Błogosławieni, którzy się smucą”

Tu znowu przypomina św. Jan Chryzostom w homilii w 390 roku naukę Pisma Świętego o Bożym smutku. Przypomniał, że św. Paweł pisał do Koryntian: „Zasmuciliście się po Bożemu”. Co to jest Boży smutek? Bo my zwykle raczej mówimy o Bożej radości. Jest taka pieśń pobożna: „Boża radość jak rzeka ogarnia duszę mą”. A czy jest taka pieśń: „Boży smutek jak rzeka”? Nie ma.

Co to jest Boży smutek? Odsyła nas św. Jan Chryzostom do Apostoła Pawła. Paweł pisze tak: „Zasmuciliście się po Bożemu […], bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się [potem] nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć” (2 Kor 7,9-10). Dlatego nie chodzi o smutek jakikolwiek, tylko o smutek Boży: „Boży smutek jak rzeka ogarnia duszę mą”. Chodzi oczywiście o smutek z powodu grzechu. To o to chodzi. Dlatego Mszę świętą zawsze rozpoczynamy przypomnieniem grzechu („Spowiadam się”), to nie jest chwila radosna („Alleluja! Jestem grzesznikiem!”). Nie! To smutne, że jestem grzesznikiem! Ale tak właśnie jest. I to się nigdy nie zmieni. Mogę być mniej grzesznikiem, powinienem być mniej grzesznikiem, ale trochę grzesznikiem zawsze będę, i to nie jest radosne – to jest smutne, i to jest smutek, który jest smutkiem Bożym. Zasmuciliście się po Bożemu i ten smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, i tego się potem nie żałuje.

d. „Błogosławieni cisi”

Kto z nas byłby zadowolony, gdyby mu prawić takie komplementy: „taki cichutki jesteś”. Nie wiem, czy wielu spośród nas byłoby zadowolonych. I znowu Jan Chryzostom odsyła nas do tego, żeby patrzeć na Apostołów i szczególnie na Pana Jezusa, co to słowo u nich ma znaczyć. Pan Jezus mówi: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11,29). Co to może znaczyć? Myślę, że zawsze warto sobie przeczytać jeszcze raz Ewangelię i uzmysłowić sobie najpierw, w jaki sposób Pan Jezus nie był cichy.

Pan Jezus nie był cichy na pewno w ten sposób, żeby miał być bez potrzeby małomówny. Obchodził miasta i wsie, i głosił.

Na pewno Pan Jezus nie był cichy w ten sposób, żeby miał być bezwolny. Ludzie pytali, co to za nowa nauka z mocą.

Na pewno nie był cichy w tym sensie, żeby miał stać w kącie i się ukrywać. Nie. Zbierały się tłumy, żeby Go słuchać.

Pan Jezus nie był cichy w ten sposób, żeby miał być potulny. Średnio raz na rok słyszę, jak ktoś mówi: „Pan Jezus nigdy nikogo nie krytykował”. To nie jest prawda, że Pan Jezus nigdy nikogo nie krytykował. Owszem, krytykował: „Powiedzcie temu lisowi…”. To są ostre słowa.

Więc co to znaczy: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy”? Mamy się uczyć, że głoszenie Ewangelii i nasze chrześcijańskie życie dokonuje się bez sztucznej pomocy z zewnątrz: bez pomocy wojska, bez pomocy policji, bez pomocy siły, nie przemocą. Pan Jezus mówi: „Schowaj swój miecz” (J 18,11), „Królestwo Moje nie jest z tego świata” (w. 36), i to nie tak będziecie zaprowadzać wiarę w Ewangelię.

e. „Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości”

Ciekawe, że w tym miejscu Jan Chryzostom przede wszystkim odwołuje się do zwykłej sprawiedliwości, nie jakiejś sprawiedliwości w łasce Bożej, usprawiedliwieniu. Nie. Tu chodzi o taką sprawiedliwość, żeby nie było nierówności. Kto ma więcej, niech się podzieli z tym, który ma mniej. Nazywa to konkretnie jałmużną. Mam więcej, to powinienem się podzielić na miarę moich możliwości. Tu znowu warto zrobić rachunek sumienia, bo w środowisku charyzmatycznym czasami dołączamy różne dodatkowe motywy do jałmużny: jak my dajemy komuś, to Pan Bóg daje nam, czyli daję innym, żeby mi było lepiej. Nie, tak nie jest. Daję innym nie po to, żeby mi było lepiej, tylko żeby im było lepiej. Na tym polega jałmużna. Mnie będzie gorzej, bo ja nie będę miał tyle co przedtem. Zbieraliśmy na ofiary tsunami, ktoś rzucił 2,30 zł, to jemu jest gorzej, już nie ma tej sumy, ktoś inny ją ma.

f. „Błogosławieni miłosierni”

W 390 roku w Antiochii Jan Chryzostom wyjaśniał to tak: nie jest dobrze, żeby były takie niesprawiedliwości, że kto jest bogaty, nic nie daje biednemu – niech daje, to jest sprawiedliwe, a w przypadku miłosierdzia chodzi o inne formy pomocy, inne dobre uczynki: uśmiech, zaangażowanie, zainteresowanie – to ci są „błogosławieni miłosierni”.

g. „Błogosławieni czystego serca”

Tutaj Jan Chryzostom przypomniał słowa apostoła: „Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie” (Hbr 12,14). Trzeba się o to starać. Kto się nie stara o uświęcenie, to się stacza. Uświęcenie nie jest czymś, co posiadamy naturalnie, sami z siebie. Tak nie jest. Gdy człowiek się nie stara, to się stacza, bo nasza wędrówka jest pod górę. Kto się przestaje wysilać, zaczyna się turlać w dół i kończy niżej, niż zaczął. I co wtedy? Wstaje i się wspina znowu – na tym to polega. Na tym polega wędrówka w górę. Zawsze można po sturlaniu się w dół podjąć na nowo wspinaczkę pod górę. Nie można się wturlać pod górę, turlać się można tylko w dół, pod górę niestety trzeba wchodzić z trudem i mozolnie. Takie są realia chrześcijańskiego życia.

h. „Błogosławieni czyniący pokój”

I wreszcie „błogosławieni czyniący pokój”. To ci, co patrzą wstecz na miniony tydzień, miesiąc, rok i mogą się cieszyć, że po ich przejściu jest więcej pokoju Bożego między ludźmi, niż było.

Tak w wielkim skrócie wygląda piękna droga na duchowy Zawrat. Stoi Jan Chryzostom w 390 roku na Hali Gąsienicowej i mówi: Patrzcie, tak wygląda ta droga. Wszyscy stoją koło niego i mówią: To jest niemożliwe, tej drogi się nie da przebyć. A on mówi: Owszem, to prawda, to jest niemożliwe i tego się nie da zrobić, ale Pan Bóg to przewidział, dlatego powiedział: „Chodźcie za Mną”. O, tu jest ścieżka Kościoła i chrztu świętego – jest już przygotowana; tutaj będą łańcuchy wspólnoty i pomocnych ludzi; tutaj będą klamry łaski, natchnień i umocnień, i w ten sposób dojdziemy do celu, którym jest przeżycie lat naszego ziemskiego bytowania po chrześcijańsku.

„Zdumiewały się tłumy, kiedy Pan Jezus o tym mówił” i jeśli ktoś jest zdumiony, to dobrze, to możemy mu pogratulować.

2005